Wysoka blondynka szła ciemnymi uliczkami miast, słuchając muzyki w słuchawkach. Dzisiejszego wieczora ulice nie były zapełnione ludźmi - co wydawało się dziwne, ale ona wciąż szła przed siebie z opuszczoną głową. Głośna muzyka sprawiła, że nie usłyszała kroków tuż za sobą.
Nagle poczuła uścisk w talii, potem znajdowała się w żelaznym uścisku umięśnionego mężczyzny. Próbowała się wyrywać, krzyczeć, ale drugi facet zagroził jej pięścią. Nie zraziła się tym i wciąż wołała o pomoc, gryzła, pluła - wszystko, aby wyrwać się z ramion bandyty. Wtedy oberwała w twarz. Ból rozniósł się niesamowicie szybko, a za chwilę mogła poczuć ciepłą ciecz, wypływającą z rannego nosa.
Nim straciła przytomność zdołała jeszcze usłyszeć ich rozmowę.
- Myślisz, że się nada?
- Myślę, że jest do tego stworzona. Idziemy stąd.
Potem nastała ciemność.